Sebastian Buemi potrąca widza podczas pokazu Red Bull

JL Arboledas     6 June 2011     1 min.
Sebastian Buemi potrąca widza podczas pokazu Red Bull

buemiexhibicion.jpg

Niewiarygodne, ale prawdziwe: podczas jednego z pokazów zorganizowanych przez zespół Red Bull F1, a konkretnie tego zaplanowanego na ten weekend w Japonii, Sebastian Buemi miał bardzo złe doświadczenie, tak złe, że podczas jednego ze swoich „okrążeń” potrącił widza.

Muszę przyznać, że w zasadzie Buemi nie ponosi żadnej winy. Możecie zobaczyć, o czym mówię, na dwóch filmach, które zamieściłem poniżej, po „przeczytaj więcej”. Oba pokazują praktycznie to samo, ale z różnych perspektyw.

Chodzi o to, że gdy Buemi jechał okrążenie w pobliżu kilku widzów, jeden z nich, oddalając się, zaczął biec w tym samym momencie, w którym kierowca przejeżdżał obok w swojej bolidzie Formuły 1. Widząc, co nadjeżdża, widz chciał przeskoczyć przed nim w najczystszym stylu „recortadora”, ale „byk” ostatecznie „zabiera go ze sobą”.

Na szczęście ani widzowi, ani kierowcy nic poważnego się nie stało, być może tylko stłuczenia u „szalonego” widza. Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, o czym on myślał…

Źródło | rectademeta

4 comentarios

  1. Visto lo visto, más bien es el espectador el que atropella a Buemi. Es más, por Autocasión.com se comenta que ni siquera era un espectador, sino un miembro de la organización… un poco temerario, al parecer.

  2. JL Arboledas says:

    Por la ropa que lleva, como bien dices, pudiera ser un organizador, un poco tonto a mi parecer ya que ver que hay un fórmula dirigiéndose hacia ti y salir corriendo para intentar saltarlo… espero que no se haya hecho nada pero lo van a conocer en medio mundo

  3. kikek says:

    cambiar ese titulo por favor, buemi no atropella a nadie, la gente es gilipollas y punto, el piloto no tiene culpa de nada.

  4. JL Arboledas says:

    cierto… la verdad, quizás el título sea algo escandaloso, pero bueno, entre los videos así como en el relato de la entrada se puede ver que, en verdad, el pobre de Buemi no tiene culpa alguna…

Deja un comentario